niedziela, 4 maja 2014

7.



„I to pierdolone uczucie, że mimo wszystko… mimo tego co zrobił… mimo, że skrzywdził… nadal za nim tęsknisz. Cholernie tęsknisz.”

Po dwóch godzinach ogarnęliśmy cały dom, a Caro i Adaś zrobili obiad, który według Malika, Davids’ a i Rebecki był naprawdę pyszny, osobiście nie kosztowałam, ponieważ nie potrafię. Dobrze wiem, że jestem anorektyczką i wynika to z tego, że w wieku trzynastu lat rodzice zapisali mnie na balet.
 Pamiętam, że starsze dziewczyny były dla mnie wredne, ponieważ pani zawsze mnie zachwalała, bo traktowałam ten taniec  jak coś więcej niż tylko ruchy. Dla mnie był to styl życia. Na lekcje chodziłam codziennie, aż pewnego dnia nasza instruktorka- panna Anastasia – ogłosiła, że mamy wystawić „Dziadka do orzechów” Czajkowskiego. Wybierała osoby, które mają zagrać główne role.
-… Hans- Peter- Chris- Christian był jednym z najprzystojniejszych chłopców, którzy uczęszczali do szkoły panny Iwanow. Bardzo mi się podobał, jak każdej dziewczynie. 
Był szesnastoletnim brunetem o pięknych niebieskich oczach, które hipnotyzowały, gdy się w nie spojrzało. Pamiętam jak pierwszy raz przyszedł z rodzicami, aby się zapisać. 
Siedziałam i czekałam w gabinecie mentorki na rodziców, którzy po raz kolejny mnie olali i się spóźniali. Brunet nie był zadowolony z decyzji rodziców, ponieważ jak to sam ujął wolał grać w piłkę, niż paradować w rajtuzach z lycry przed bogatymi snobami w teatrze. Rosjanka kazała mi oprowadzić nastolatka po szkółce, dlatego też tak zrobiłam. Rozmowa nam się kleiła, a niebieskooki przyglądał mi się, gdy opowiadałam mu o zajęciach. Często obdarowywał mnie uroczym uśmiechem, na który speszona spuszczałam głowę. – Klarą natomiast będzie Anna- strasznie się ucieszyłam, ponieważ bardzo lubiłam ten balet i marzyłam, żeby zatańczyć postać Klary Silberhaus.
-Co!? To jakieś żarty!?- wrzasnęła Tatiana, która była piętnastoletnią blondynką o brązowych oczach. Razem ze swoją świtą zabijały mnie wzrokiem.- Tańczę od niej lepiej!- warknęła w kierunku Iwanow, która tylko pokiwała głową z politowaniem.
-Tati- panna Anastasia często mówiła do nas uroczymi przezwiskami, które sama nam nadawała. Nikt oprócz niej tak się do nas nie zwracał. – Będziesz jej dublerką, jeśli An nie będzie mogła zatańczyć, ty ją zastąpisz…
Spędzaliśmy całe miesiące na próbach, a Tatiana z każdym dniem coraz bardziej mnie poniżała i wyśmiewała. Blondynka niszczyła mnie psychicznie, wyśmiewając moją figurę. Miałam tylko trzynaście lat, a te słowa bardzo bolały, dlatego postanowiłam zmienić się. Chciałam być chudsza, mimo, że ważyłam wtedy zaledwie trzydzieści pięć kilogramów. Przestawałam jeść, coraz ciężej pracowałam, chcąc uczynić mój taniec jeszcze bardziej perfekcyjnym. W kalendarzu zaczęłam wykreślać dni do przedstawienia, aż w końcu nadszedł dwudziestego trzeciego grudnia, to właśnie dziś miała odbyć się premiera naszej sztuki. Bilety bardzo szybko się sprzedały. 
Panna Anastasia zakazała nam ubrać się w stroje. Siedziałam przed toaletką czesząc włosy, które sięgały mi do połowy pleców. Dokładnie lustrowałam swoje odbicie. Miałam na sobie piękną białą sukienkę do łydek- ręcznie szytą. Materiał był bardzo miły w dotyku i sprawiał, że czułam się w nim jak księżniczka. Makijażystka, którą wynajęła nauczycielka zrobiła mi śliczny makijaż, a potem założyłam baletki. Wstałam i postawiłam kilka pierwszych kroków, a następnie dzięki pomocy Chrisa, nie upadłam. Strasznie bolała mnie głowa i powoli traciłam równowagę. Powieki stawały się ciężkie, a ja powoli nie kontaktowałam już rzeczywistości…
Obudziłam się w białej sali, na białym łóżku. Na krześle siedziała zapłakana mama, a tata pocierał jej ramiona, starając się dodać jej chodź odrobinę otuchy. Podparłam się na łokciach i powoli przeniosłam się do siadu.
-C- co się stało?- zaczęłam niepewnie łapiąc się szybko za głowę, ponieważ ból znowu dał o sobie znać.
-Zemdlałaś Ana- w głosie ojca nie było jakichkolwiek emocji. Zachowywał się jak sangwinik, pieprzony, pozbawiony uczuć sangwinik.
-A co z przedstawieniem?
-Tatiana cie zastąpiła- mama zebrała się na odwagę i udzieliła mi odpowiedzi, jednakże po chwili znów słone kropelki zaczęły spływać po jej purpurowych policzkach. – Lekarz powiedział, że… że masz anoreksję. Od ilu dni nie jesz?- głos rodzicielki z każdym wypowiedzianym słowem łamał się coraz bardziej.
-Od kilku miesięcy- spuściłam głowę. Było mi strasznie wstyd, żałowałam tego, ale chciałam, żeby rodzice byli dumni. Niestety wyszło na odwrót i się zawiedli.
 Leczę się od tamtego czasu, ale to nie daje dużych rezultatów. Obecnie ważę czterdzieści dwa kilogramy przy wzroście równym sto pięćdziesiąt dziewięć centymetrów. Rodzice wypisali mnie ze szkoły panny Iwanow, a mój kontakt z Chrisem się urwał. Zresztą co się dziwić? Który chłopak, przy zdrowych zmysłach, chce użerać się z pieprzoną anorektyczką?
-Ana, skarbie- Adam przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, co nie uszło uwadze Malika, który teraz wściekły nam się przyglądał.- Skoro zrobiłem dla ciebie obiad, ty pomożesz mi w zrobieniu melanżu stulecia.- uniósł lewy kącik ust ku górze, na co zachichotałam pod nosem. Szatyn wyglądał dość zabawnie.
-Ambitne plany- pochwaliłam.- Z chęcią ci pomogę- uśmiechnęłam się przyjaźnie, na co Stanford cmoknął mnie w policzek.
-Cieszy mnie to niezmiernie, panno Evans- zgiął się przede mną w pół.- Pojedziesz z Liamem na zakupy, po alko i różne takie- niepewnie spojrzałam na Davids’ a, który o dziwo moich obaw, posłał mi przyjazny uśmiech.- Malik zajmie się muzą, Caro, Becka i ja zrobimy moją chatę troche na klubowo- klasnął w dłonie, a potem opuścili mój dom.
-Księżniczko- odwróciłam się, a chwilę potem byłam przyparta do lodówki przez mulata. – Wesz, wydaje mi się, że w czymś nam przerwali- swoimi dłońmi zagrodził mi jakąkolwiek drogę ucieczki. Zmarszczyłam brwi i skrzyżowałam ręce pod piersią.
-Doprawdy? – dziewiętnastolatek przytaknął.- Cóż, prawdopodobnie mam problemy z pamięcią i będziesz musiał mi przypomnieć- zrobiłam dzióbek i wzruszyłam ramionami, co wywołało u niego uśmieszek. Pochylił się nade mną i już miał pocałować, kiedy do kuchni wparował Liam.
-Anna, musimy już jechać- schyliłam się i przeszłam pod ramieniem Malika. Razem z Davids’ em wyszliśmy z domu, po czym wsiedliśmy do jego samochodu. Ciemny blondyn odpalił silnik oraz włączył radio. Był bardzo skupiony na drodze i nie odzywał się do mnie, co wcale mi nie przeszkadzało, ponieważ nie miałam bladego pojęcia o czym mogłabym dyskutować, z bratem mojego byłego chłopaka.
Po niecałych piętnastu minutach byliśmy w hipermarkecie. Oboje pchaliśmy wózki i wrzucaliśmy do nich różnego rodzaju alkohol, napoje, chipsy oraz inne przekąski. Po zebraniu całego asortymentu, poszliśmy zapłacić, a po tej czynności zapakowaliśmy wszystko do samochodu. Ruszyliśmy w stronę domu Stanforda.
-Wiesz, że on ma dziewczynę?- spojrzałam na niego i tylko przytaknęłam.- To wytłumacz mi dlaczego dajesz się ranić?- nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. W głowie miałam zupełną pustkę. Spuściłam głowę i westchnęłam z bezsilności. Brązowooki przeczesał dłonią swoje włosy, a potem podrapał się w kark.- Ana, wiem, że Harry cie zranił i mogę cie zapewnić, że Zayn nie zerwie z Pezz, bo są już razem dość długo. – kątem oka wiedziałam z jaką precyzją prowadził swoje auto. – Nie daj mu się zranić, bo jestem pewien, że będziesz cierpiała.
-To bardziej skomplikowane, niż myślisz- westchnęłam.
-Mam czas- Liam posłał mi pokrzepiający uśmiech, który odwzajemniłam.
-On mnie uczy, przyjeżdża po mnie i odbiera ze szkoły. Wrobił cie w randkę, tylko po to, żebym była sklasyfikowana z w-fu mimo, że o to nie prosiłam. Liam…- wzięłam głęboki wdech, teraz to uzna mnie za desperatkę, ale co mi tam. Jestem tylko człowiekiem, który popełnia głupie błędy.- Czy Harry o mnie wspominał?- natarczywie zaczęłam bawić się palcami.
-Nie powinienem, bo to mój brat- westchnął.- Ale… Hazz ma już nową laskę na oku. Przykro mi, An- poczułam dziwne ukłucie w sercu, to naprawdę dziwne, bo mimo wszystkich krzywd bardzo go kochałam. Może to dlatego tak bardzo lubię, gdy Zayn mnie przytula i całuje. Po prostu brakuje mi tej drugiej osoby, jej ciepła i troski o mnie. – Zasługujesz na kogoś lepszego.
-Dlaczego jest zły, kiedy jest przy mnie Zayn?
-On… chodzi o to, że Harry nie lubi się dzielić. Mimo, że zerwał z tobą nadal jest przekonany, że należysz do niego. Powinnaś mu powiedzieć, że nie jesteś przedmiotem i że ma dać ci spokój. A jeśli chodzi o Zayna, to…
-Wiem- zagryzłam wargi i przytaknęłam.- I bez obaw, nie dam się wykorzystywać- Liaś zatrzymał sie przed ogromną willą. Oboje wysiedliśmy i zabraliśmy zakupy.- Myślałam, że on mieszka w bloku, stamtąd Zayn go odebrał.
-Był u Caro. Oni tak jakby są razem, ale nie są. To skomplikowany układ- z lekkim uśmiechem przytaknęłam. Zanieśliśmy wszystko i ustawiliśmy w salonie, który wyglądał niczym klub ze striptizem. Wyszczerzyłam oczy, szczerze? Miałam Adama za normalnego, troche zakręconego gościa, ale teraz sądzę, że jest zwykłym kobieciarzem, który ma bzika na punkcie półnagich lasek, które dla niego tańczą na rurze. Ten szatyn jest naprawdę obrzydliwy. Kto normalny ma salon, który wygląda jak burdel?
-An, wszystko gra?- Zayn zamachał mi dłonią przed nosem. Pochwyciłam jego kończynę i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Ta- powiedziałam od niechcenia.- Czemu to wygląda jak dom publiczny?
-Witaj w świecie Adasia- uśmiechnęła się sztucznie Carol. Już wiem, dlaczego cały czas chodzi wściekła i jest wredna dla innych. Jest po prostu poirytowana nastawieniem Stanforda. Już rozumiem co miał na myśli Liam, kiedy mówił, że są tak jakby razem. Są przyjaciółmi do łóżka, ale Caroline czuje do niego coś więcej, a Adam tego nie widzi i rani ją, pieprząc inne laski i wyrywając je na jej oczach. Współczuję jej. - Spadam, musze się przebrać. Siema- blondynka wyszła, a chłopaki zaczęli rozstawiać sprzęt.
-Też już pójdę- westchnęłam.
-Przyjadę o dwudziestej- poinformował mnie Malik. Razem z Becką opuściłyśmy męskie grono i ruszyłyśmy w stronę naszych domów. Przechodziłyśmy przez park, gdzie zobaczyłyśmy jak wściekła Caro kłóci się z jakimś nastolatkiem.  
-Zasmarkany smarkacz!- wrzasnęła Wilson rzucając jego piłkę na drugi koniec boiska.- Naucz się rzucać!
-Jesteś wredną zołzą Caro! Nienawidzę cie!- fuknął.- Najgorsza siostra na świecie!- chłopak ją pchnął, a blondynka lekko się zachwiała. – Cały czas łazisz wkurwiona, bo Adam pieprzy inne!
-Nieprawda- warknęła i zabijała go wzrokiem.
-Prawda! Czemu nie chcesz się przyznać, że go kochasz?!
-Nie kocham tego pierdolonego fana burdeli! Jarzysz mały smarku!?- brunet prychnął i machnął na nią ręką.
-Caro!- Becka podbiegła do swojej przyjaciółki, a ja normalnie podeszłam jak cywilizowany człowiek. Poza tym Carol za mną nie przepada, nie chcę, żeby pomyślała, że w jakikolwiek sposób próbuję się jej przypodobać. – Chodź- złapała ją pod ramię i próbowała odciągnąć od jej młodszego brata, który miał niezły ubaw podczas wyprowadzania Wilson z równowagi.
-Co ona tu robi!?- warknęła w moim kierunku. – Twoja nowa przyjaciółeczka? – prychnęła.
-No siema lala- zmarszczyłam brwi na te słowa, a potem niepewnie uśmiechnęłam się do chłopaka, który podszedł bliżej nas.- Jestem Jack.
-Anna- uścisnęłam jego rękę. – Caro wiem, że mnie nie lubisz, ale…
-I wcale się nie mylisz- dorzuciła swoje trzy grosze.
-Mimo tego, że nie znam cie długo to wiem, że lubisz Adama- blondynka wywróciła oczami i już miała zaprzeczyć, ale nie dałam jej dojść do słowa.- Zamknij się i posłuchaj mnie chociaż raz!- podniosłam ton głosu, a dziewczyna uniosła dłonie w geście obronnym, na wysokości twarzy.- To widać jak na niego patrzysz. Adaś jest głupi i tyle- skwintowałam.- Po prostu… Pokaż mu, że ci nie zależy i sam do ciebie prędzej czy później przyjdzie jak potulny pieseczek.
-Jak Zayn to ciebie- podsumowała Becka. Zagryzłam wargę i ze zmarszczonymi brwiami, pokiwałam przecząco głową.
-To coś innego, on mnie tylko uczy, żebym zdała. Poza tym on jest z tą… No… - zaczęłam pstrykać nerwowo palcami, tylko po to, żeby przypomnieć sobie imię dziewczyny Malika.- Tą blondyną- dałam sobie z tym spokój. Po co mam się wysilać, skoro i tak po raz kolejny zapomnę jej imię.
-Oczywiście – odparła z sarkazmem Caroline. – Mniejsza, idę do domu. Jak chcesz iść na party do Stanforda, bądź przed dwudziestą w domu- warknęła w kierunku młodszego brata. – Idziecie?- przytaknęłam. Szłyśmy dość długo i rozmawiałyśmy na różne tematy. Caroline jest całkiem miłą osobą, jeśli opuści barierę ochronną i otworzy się przed tobą.
-Mam taki tyci pomysł- zaczęłam nieśmiało.- Może chciałybyście… Nie. Chodzi o to, że… No wiecie… Mogłybyśmy… Że razem…- nigdy nie miałam przyjaciółek, ani koleżanek. Zawsze byłam sama i trzymałam się na uboczu. Taka jakby jednoosobowa armia. – Eh… to…
-Chcesz powiedzieć, żebyśmy razem się przygotowały do biby?- naprawdę byłam wdzięczna, że Torres powiedziała to za mnie, dlatego przytaknęłam. Niepewnie spojrzałam na Caro, która tylko uśmiechnęła się pod nosem.
-Niech będzie, ale wybierasz dla nas zajebiste ciuchy i robisz na laski. – wyszczerzyłam na nią oczy, czy ona zaczyna mnie lubić?- No co? Masz niezłą stylówę- całe roześmiane i w doskonałych humorach ruszyłyśmy w stronę mojego domu.
***
Po przekroczeniu progu mojego pokoju, Carol doznała szoku. Bez żadnych przeszkód podeszła do mojej garderoby i otworzyła ją.
-O ja cie pierdole! To jest większe niż moje mieszkanie!- dziewczyna odwróciła się do mnie i Becki przodem. – To co robisz nas na bóstwa?- przytaknęłam, a potem wyminęłam je, po czym weszłam do szafy. Zaczęłam szperać między wieszakami, w celu znalezienia jakiś odpowiednich ciuchów dla Wilson i Torres. Po jakiejś chwili podałam Caroline czarne rajstopy, szorty z wysokim stanem, w kolorze zgniłej zieleni, biały luźny sweterek oraz brązowe buty za kostkę, z którymi ruszyła do łazienki. Rebece wybrałam jasne, luźne jeansy, beżową bluzkę w cekiny, która odsłania lewe ramię oraz szpilki. Kiedy obie wyszły lekko się pomalowały i poczesały. Becka postawiła na rozpuszczone włosy, a Caro spięła je w wysoki kucyk. – A ty?- spojrzałam na siebie.
-Nie chce iść- wzruszyłam ramionami.
-An, nie wygłupiaj się- mruknęły w jednym czasie.- Raz, dwa moje szczęście- krzyknęła Torres, a potem trąciła biodrem tą drugą. Obie weszły ze mną do garderoby i dokładnie lustrowały każdy z moich ruchów. Po dziesięciu minutach zdecydowałam się założyć czarne, obcisłe, skórzane spodnie, białą bokserkę, czerwoną koszulę w kratę oraz Nike. – Boże, jaka ty jesteś chuda!- pisnęła przerażona Becka, a ja speszona szybciej się ubrałam.
Nie chciałam, żeby którekolwiek z nich wiedziało o mojej chorobie. Poszłam do łazienki, gdzie rozczesałam włosy i się lekko pomalowałam. Psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami, a potem wyszłam do nowych koleżanek. Zdecydowałyśmy się obejrzeć jakiś film tylko po to, aby zabić czas. Kiedy byłyśmy w połowie, to mojego pokoju w parzyła mama. Kobieta lekko się uśmiechnęła.
-Anna mogłybyśmy chwilę porozmawiać?- przytaknęłam, a potem wstałam i wyszłam z pokoju. Rodzicielka zaprowadziła mnie do swojej sypialni. – Jadłaś?- zapytała wprost.
-Mamo, dobrze wiesz, że nie lubię, gdy zaczynasz rozmowę od tego pytania- warknęłam. To chore, każda rozmowa rozpoczyna się tym samym zapytaniem. „Jadłaś?” – Dobrze wiesz jak mi trudno- mama mocno mnie do siebie przytuliła i zaczęła pocieszać, że na pewno wszystko będzie dobrze, ale ja w to wątpię.
-Zayn ci pomoże- odepchnęłam ją od siebie.
-Nie masz mu nic mówić, rozumiesz!? On nie jest nikim ważnym! Nie będę mówiła obcym o moich problemach! Wystarczy, że muszę chodzić do tego głupiego psychiatry- ostatnie zdanie powiedziałam ciszej.
-Anna widziałam jak na niego patrzyłaś, gdy jedli z nami kolację.
-Z pogardą, obrzydzeniem?- a jak miałam patrzeć, na chłopaka, któremu przez zbyt dużą ilość procentów we krwi, wskoczyłam do łóżka? Z miłością, uwielbieniem, czy może z wdzięcznością? Kobieto, jestem ciekawa jakbyś zachowała się na moim miejscu.
-Z fascynacją.
-Z fascynacją? Czy ty się słyszysz?!- rodzicielka skarciła się wzrokiem. – Przepraszam, ale zirytowałaś mnie teraz. Masz mu, ani nikomu nie mówić o mojej chorobie, dobrze?
-Kochanie nie duś w sobie problemów- patrzyłam na nią wyczekująco, chciałam tylko usłyszeć jak obiecuje mi, że nie będzie rozmawiała z obcymi ludźmi o moich problemach.
Ludzie od zawsze plotkują, bo sprawia im to niewiarygodną przyjemność. Gatunek ludzki czuje satysfakcję z krzywdy, niepowodzeń oraz porażek innych. Nie obchodzi mnie czy ktoś jest bogaty, czy też jego stan finansowy oraz pozycja społeczna jest wyższa, bądź niższa od mojej, bo wszyscy jesteśmy równi. Człowiek zawsze ma jakieś wartości, które utrzymują go w ryzach, dlatego nigdy nie powinno się odbierać człowiekowi wszystkiego co posiada, bo kiedy nic nie ma, jest zdolny do wszystkiego. Staje się barbarzyńcą, którego pokarmem jest ludzka krzywda i nienawiść.
-Obiecuję kochanie- uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam kobietę, mówiąc ciche dziękuję. – Powinnaś skosztować obiadu, który ugotowała Mery, jest pyszny. Czasem ta kobieta mnie zaskakuje, uwierzysz, że posprzątała dziś cały dom?- zaśmiałam się pod nosem, na te słowa. Oczywiście mogłabym teraz wyjawić całą prawdę o tym kto ogarną całą rezydencję oraz ugotował posiłek, ale po co niszczyć tą magiczną chwilę? Kocham moją mamę najbardziej na świecie i wiem jak bardzo ceni Mery, która mimo swoich problemów rodzinnych wykonuje swoją pracę doskonale. Rodzice zawsze chętnie pomagają Mery, podnoszą jej tygodniową pensję. To miłe z ich strony, dlatego nie chcę ich rozczarowywać i sama chętnie jej pomagam takimi drobiazgami. – Kim są twoje nowe koleżanki?
-To koleżanki Zayna, dziś idę z nimi na domówkę do jego drugiego kolegi- mama uśmiechnęła się lekko, a potem złapała za moje włosy i założyła je za uszy. Nie lubię kiedy moje włosy ją tak zaczesane, ale uwielbiam kiedy mama to robi. Kiedy bawi się moimi włosami, czuję się jak mała dziewczynka, której udało się zatrzymać czas i nadal być dzieckiem, której jedynym problemem jest to, jakie lody powinno wybrać: truskawkowe czy może czekoladowe?
-Nie wracaj zbyt późno, jutro szkoła.
-Jasne- pocałowałam ją w policzek i wróciłam do swojego pokoju, gdzie dalej oglądałam z dziewczynami film.
***
Równo o dwudziestej usłyszałam dzwonek do drzwi, a chwilę później mama zawołała, że Zayn przyjechał. Westchnęłam głęboko i zaczesałam dłonią włosy do tyłu. Zeszłyśmy razem z Caroline i Rebecką na dół, gdzie w salonie siedział Malik. Dziewiętnastolatek gawędził z tatą na temat moich korepetycji. 
-Bez obaw, Ana to zdolna dziewczyna i na pewno zda- zapewniał ojca mulat. Czy on musi być taki idealny? Pojawia się i każdy zaczyna go lubić.
-Idziesz, czy mamy iść z buta Malik?- warknęła Wilson. Chłopak odwrócił się i uniósł w osłupieniu brwi. Tak, dla mnie też jest to szok Zayn, ale przełknęłam to i przyzwyczaiłam się to tego, że Caro mnie polubiła.
-Co tu robicie?- zapytał podejrzliwie dokładnie lustrując ubrania swoich koleżanek.
-Podjedziesz jeszcze po Jacka- Carol zupełnie zignorowała jego pytanie, co niezbyt mu odpowiadało. Wnioskuję to po jego wyrazie twarzy. Zmrużone oczy, zaciśnięta szczęka i czarne oczy były teraz gotowe zabić. Czy to możliwe, żeby pan IDEALNY, nie był wcale taki idealny?
-Chodźcie- warknął, a potem ruszył w stronę wyjścia, uprzednio łapiąc za mój nadgarstek i ciągnąc mnie za sobą. Mulat wpakował mnie do samochodu jak szmacianą lalkę. Dziewczyny usiadły z tyłu, a chłopak odpalił silnik i ruszył bardzo gwałtownie. – Caro jaki ty masz problem?- ton jego głosu nawet na chwilę się nie zmienił. Brunet był zdecydowanie poirytowany, nerwowy i wyprowadzony z równowagi.
-W tej chwili to ciebie- odparła znudzona.
-Raz wyzywasz An od dziwek, a następnie udajesz jej przyjaciółeczkę. Jesteś fałszywa- skwintował.
-Uważaj na słowa pieprzony lalusiu!- wrzasnęła.
-Lepiej zastosuj się do swoich rad, bo zaraz możesz zapierdalać na nogach!
-Starczy!- podniosłam głos, a wszyscy spojrzeli na mnie.- Przestań się wszystkiego czepiać Zayn, to moja sprawa z kim się koleguję. Nie bądź taki… Nadopiekuńczy.- chłopak wywrócił oczami, a potem już wcale się nie odzywaliśmy do siebie.
Zajechaliśmy pod blok, z którego wychodził rano Adam. Z klatki schodowej wyszedł Jack, który wyglądał naprawdę nieźle. Ubrany w czarne jeansy, biały t-shirt, czarną katanę, a na nogach miał adidasy od Nike. Nastolatek pewnie podszedł do samochodu i wsiadł z tyłu.
-Siemka Ana- uśmiechnął się zawadiacko, co zauważyłam w lusterku.
-Hej- Zayn mocniej zacisnął dłonie na kierownicy i docisnął gaz do dechy, dlatego po dziesięciu minutach byliśmy już przed domem Stanforda.
Wszędzie było pełno ludzi, a muzykę było już słychać na sąsiedniej ulicy. Wysiedliśmy, a mulat od razu objął mnie ramieniem. Weszliśmy do środka, gdzie światła migały jak w jakimś klubie. Chodziło pełno lasek, które wyglądały jak tanie zdziry. Starałam się odszukać wzrokiem Adasia, ale pożałowałam tego zaraz po chwili. Szatyn siedział na fotelu jak boss z fajką w jednej, a browarem w drugiej ręce i zachłannie przyglądał się dziewczynie, która właśnie dla niego tańczyła na stole. Kątem oka spojrzałam na Caro, która zaciskała dłonie w pięści.
-Czemu tu jest więcej lasek?- dziewiętnastolatek prychnął pod nosem, a potem popatrzył na mnie z drwiną.
-Księżniczko, to jest impreza Adama, a on preferuje płeć żeńską.
-Dobra, ale skoro zaprosił nas mógł załatwić nam jakiś chłopaków, żeby oko zawiesić- skrzyżowałam dłonie pod piersią i tupnęłam nogą. Mulat przyciągnął mnie do siebie.
-Masz mnie. Oko zawieś na mnie- wywróciłam oczami. Nie minęło pięć minut, a przez drzwi weszło chyba z trzydziestu chłopaków. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Szturchnęłam łokciem Wilson, która uśmiechnęła się triumfalnie, patrząc w kierunku Stanforda. Podeszła do jakiegoś blondyna i zaczęła z nim flirtować. – Zadowolona?- chłopak uniósł brwi. – Czemu jej pomagasz?
-Lubię ją- wzruszyłam ramionami.
-Nazwała cie dziwką.
-Ludzie często popełniają błędy, ważne jest to, aby wyciągać z nich naukę- ruszyłam w stronę sofy po drodze zgarniając butelkę z piwem. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie ramieniem.- Zayn, proszę cie- westchnęłam, ale chłopak nie zabrał ręki. – Czy do ciebie nie dociera, że…
-Czy ty masz problemy ze słuchem, Kevin?- przede mną pojawiła się postać Malika, który zaciskał dłonie w pięści. – Odpierdol się od niej, bo źle się to dla ciebie skończy.
-Tak, tak, daj sobie spokój i idź do swojej panienki-   mięśnie dziewiętnastolatka niebezpiecznie się napięły. Podszedł bliżej i bez żadnych problemów uniósł Kevina za koszulkę oraz postawił przed sobą.
-Przeliterować ci czy jak!?- warknął, na co osiemnastolatek szybko pokiwał głową na boki. Zayn dalej złowrogo na niego patrzył. –Jak jeszcze raz zobaczę, że przystawiasz się, rozmawiasz, albo nawet patrzysz na An to ci tak zajebie, że własna matka cie nie pozna! Jarzysz szczeniaku!?- Flores był spięty, ale za wszelką cenę próbował grać twardziela.
-Zayn chcę wracać- niezbyt przepadam za Kevinem, ale nie mam zamiaru oglądać jak Malik obija mu twarz, to jest ponad mnie.
Nie przepadam za przemocą, bo ona nie rozwiązuje problemów. Co z tego, że znęcasz się nad kimś, skoro w domu nie masz się lepiej? Możesz kogoś pobić, żeby wyładować swoją złość i frustrację, ale to nie zmieni twojego życia. To jest żałosne i pokazuje jak słaby jesteś psychicznie, jak zazdrościsz innym, że mają od ciebie lepiej.
Mulat dokładnie mi się przyglądał, na co uniosłam na niego brwi i czekałam na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
-Chodź- puścił osiemnastolatka, a potem ujął moją dłoń, pomagając mi wstać. – Przejdźmy się- przystałam na jego propozycję. Wyszliśmy na taras, gdzie impreza trwała nad basenem. Mimo chłodu, ludzie wskakiwali do basenu. – Patrz – wskazał dłonią w kierunku dachu, a ja podążyłam wzrokiem w tamtym kierunku. Jakiś gość z deskorolką właśnie chciał zjechać po dachu prosto do basenu. – założę się o pięć funtów, że mu się uda.
-Stoi- podałam mu dłoń, którą uścisnął. Chłopak w samych gaciach właśnie rozpoczął swoją krótką i głupią podróż, którą zakończył w zbiorniku wodnym. Wynurzył się i głośno krzyknął, że to najlepsza impreza na świecie. Wyjęłam z kieszeni banknot, który podałam mulatowi.
-Dziękuję, Księżniczko- cmoknął mnie w policzek, a potem włożył pieniądze do tylnej kieszeni. – Serio chcesz już wracać?- Zayn był niezbyt przekonany moją decyzją. Jako potwierdzenie pokiwałam tylko pionowo głową. Znowu złapał mnie za rękę i prowadził w stronę samochodu. Wsiedliśmy do środka i pojechaliśmy pod mój dom. –To do jutra, tak?
-Chyba, że…- zaczęłam.
-Chyba, że?
-Chyba, że chcesz wejść- uśmiechnął się triumfalnie, na co przewróciłam oczami. Wysiedliśmy, a Malik zakluczył samochód. Otworzyłam drzwi i weszliśmy środka, a po rozebraniu się zamknęliśmy drzwi na klucz. Weszliśmy po schodach do mojego pokoju, gdzie przebrałam się szybko w piżamę. Chłopak dokładnie mnie lustrował, a potem sam zdjął koszulę i spodnie. Rzucił się na moje łóżko w trakcie, kiedy ja rozczesywałam włosy.
-Ana po co chciałaś, żebym tu przychodził jeszcze dzisiaj?- po skończonej czynności odłożyłam szczotkę i położyłam się obok niego.
-Słyszałam, że w nocy ma być zimno- zaśmiał się, a potem obiął mnie ramieniem, przyciągając bliżej swojej klatki piersiowej. Później przykrył nas pierzyną i pocałował mnie w czoło, mówiąc: „Dobranoc, Księżniczko.”
__________________________________
OK mamy 7 rozdział. Jest dłuższy, więc to chyba dobrze... Mam propozycję (tak jak już pisałam na moich innych blogach) następny rozdział może pojawić sie w poniedziałek, wtorek lub środę, pod warunkiem, że będzie 10 komentarzy!! 
Buźka miśki ;**
 

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział *,* ale niech w końcu Zayn zerwie z tą dziewczyną;_;

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, bardzo mi sie podoba ^^
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *o*
    Sara.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo! Chociaż wkurzyła mnie trochę An że tak wcześnie z imprezy poszła...Przecież mogła iść pogadać z innym chłopakami, aby wkurzyć Zayn'a :D Ale mniejsza o to bo rozdział jest wspaniały! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. 7 część świetna- zresztą jak i pozostałe :) czekam na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  5. boże po prostu uwielbiam ciebie i twoje opowiadanie! ;* codziennie wchodzę na twojego bloga i patrze czy czasem nie dodałaś nowego rozdziału , po prostu nie mogę się już doczekać co będzie dalej ;* UBÓSTWIAM CIĘ! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. czyżby Zayn zwariował na punkcie An? chce już kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział, czekam na nastepny cc

    OdpowiedzUsuń
  8. jezu zaczepiste!!!! strasznie mnie ta historia wciągneła

    OdpowiedzUsuń
  9. nie myślałam że Ann sie dogada z dziewczynami. Zayn i Ann są słodcy razem.
    rozdział jak zwykle świetny

    OdpowiedzUsuń