sobota, 3 stycznia 2015

We Found Love: Harry's life, czyli druga część!!

Po śmierci Anny, Harry postanawia wyjechać z Londynu, aby zapomnieć oraz zacząć nowe życie. Jest rozgoryczony takim obrotem spraw związanych z odejściem ukochanej oraz listem jaki mu po sobie zostawiła. Chłopak udaje się do Miami, gdzie poznaje pewną siebie, błyskotliwą, gadatliwą oraz śliczną Lauren, która już na samym początku zaczyna działać mu na nerwy. Czy z ich ciągłych potyczek słownych wyniknie coś więcej? Czy powiedzenie „Od nienawiści do miłości cienka granica” sprawdzi się również w tym przypadku? A może wydarzy się coś, czego nikt by się nie spodziewał i cała konstrukcja znów legnie w gruzach? Uliczne walki, narkotyki, konflikty z prawem i nie tylko… I najważniejsze pytanie: Czy znowu miłość go zniszczy, a może tym razem ją?  



Serdecznie zapraszam!! 

niedziela, 21 grudnia 2014

Epilog + 2 część!!



Ktoś mądry kiedyś powiedział „Doceniamy dopiero wtedy, gdy stracimy” cóż… Miał rację. Uważamy, że to co los postawił na naszej drodze należało się nam przez wszystko co przeszliśmy oraz wycierpieliśmy. Gdy dotyka nas coś dobrego nie dostrzegamy jak wielkie szczęście nas spotkało – chodzimy jedynie dumni myśląc, że to zwykła rzecz, która mogła spotkać każdego z nas, ale to kłamstwo. Prawda jest tylko jedna, a jej zwolennicy często są nazywani osobami bezczelnymi oraz aroganckimi, ale to błąd. Szczerość jest na wymarciu, a ludzie tracą siebie w świecie pełnym kłamstwa, podłości oraz tandetności, ponieważ wszyscy chcą być tacy jak ich idol lub nawet i najlepszy przyjaciel. Nie widzą, że tracą swoją indywidualność oraz… Życie, którego nikt za nich nie przeżyje. Bóg ma zupełnie inny plan dla każdego z nas, dlatego rób wszystko na co masz tylko ochotę i nie przejmuj się tym co mogą pomyśleć inni: sąsiedzi, rodzice, przyjaciele, rodzeństwo czy chociażby ludzie spotkani na ulicy – prawdopodobieństwo, że spotkasz taką osobę drugi raz jest jedno na milion, dlatego:
 Wyluzuj,
Miej dystans do życia.
Bądź inteligentny.
Ucz się.
Kochaj się więcej, mocniej, bardziej
dziko, częściej.
Jedz to, co lubisz.
Ćwicz.
Miej dobrą figurę.
Bądź pięknym.
Jaraj zioło.
Śmiej się.
Ze wszystkiego.
Mocno kochaj.
Bądź wierny.
Twórz.
Zacznij więcej marzyć.
Głośniej słuchaj muzyki.
Więcej czytaj.
Mocno się opierdalaj.
Nie bój się.
Nie obiecuj.
Bądź szczęśliwy.
Nie jęcz.
ŻYJ!

________________________________
Tym oto sposobem skończyliśmy pierwszą część ;'(( Ale mam dla was prezent świąteczny:

niedziela, 14 grudnia 2014

30.




„Minął wyczekiwany koniec świata, jednak muszę się zabrać za uporządkowanie życia.”

Drogi Zayn,
Hm zastanawiam się po co właściwie do ciebie piszę, przecież nie byłeś dla mnie ważny zupełnie tak jak Harry, a ja równie dobrze mogłabym napisać list do Liama lub Kyle’ a. Coś wewnątrz mnie, jednak podpowiada mi, że muszę to zrobić, bo byłeś obecny w moim życiu i do dzięki tobie było ono tak popieprzone.
Napisałam już Harremu co było przyczyną mojej śmierci oraz jak to wszystko się zaczęło i nie chcę mi się tego jeszcze raz powtarzać, dlatego podjedź do niego i poproś o wyjaśnienia. Całkiem prawdopodobne, że on nie będzie chciał cię widzieć, ale musisz go nękać tak długo, aż wreszcie się wkurzy i ci wszystko powie.
Nie będzie to jakiś wyczerpujący list, ale zawsze będziesz miał po mnie jaką pamiątkę, prawda? Muszę ci się do czegoś przyznać, a mianowicie to tego, że tak niezupełnie wszystko wyrzuciłam z pamięci, bo nadal pamiętam jak wpychałeś mi do ust te cholerne naleśniki na Hawajach – możliwe, że dzięki twojemu uporowi było ze mną chociaż przez moment lepiej, dlatego jestem ci za to wdzięczna.
Masz mnie pewnie za zołzę przekroju tej waszej Cassie, która zabawiła się waszym kosztem – najpierw byłam z Harrym, a gdy mnie rzucił pobiegłam do ciebie, żebyś mnie pocieszył, a następnie znów do Hazzy. Nie chciałam, żeby to tak wyglądało i mam nadzieję, że to rozumiesz, bo mam cię za przyjaciela – powinieneś czuć się zaszczycony, ponieważ mam ich niewielu, a ty jako jeden z nielicznych mnie wspierałeś i pomagałeś.
Wiesz, kiedy dotarło do mnie, że jestem najgorszą osobą na świecie? Dzisiaj. Dziś wreszcie pojęłam, że jestem podłą, kłamliwą suką, która nie tylko zostawia swoich przyjaciół, rodzinę oraz ukochanego, ale również jestem jędzą i manipulantką, przez której mowy na temat życia oraz tego jak świat jest gówniany życie odebrała sobie osoba, która była naprawdę szczęśliwa. Louis Tomlinson, mówi ci coś to nazwisko? Jeśli nie, to sobie to wygoogluj, bo nie mam czasu na tłumaczenia, kim był ten dziewiętnastolatek. Powiem ci tylko tyle, że to ten gość z samolotu, ale był też kimś więcej, był moim przyjacielem. Jeśli dalej nie wiesz o czym do ciebie piszę, to bądź tak dobry i włącz mój komputer - który pewnie teraz ma mój ojciec, a jeśli nie to leży pod poduszką - i zaloguj się na moją pocztę (login to: Anna_Evans97, a hasło  to: Harreh), wejdź w odebrane wiadomości - to właśnie tam znajdziesz maila od Louisa, który rzuci ci trochę światła na tą sprawę.
Tak jak w przypadku Harrego nie proszę cię o wybaczenie, tylko o to, żebyś żył tak jakbyś mnie nigdy nie spotkał na swojej drodze. Bądź szczęśliwy i spełniaj swoje marzenia, łam serca tym podłym szmatą, które na to zasłużyły. Życzę ci, żebyś kiedyś znalazł dziewczynę, która pokocha cie prawdziwie i szczerze, bo zasługujesz na to. Chciałabym cię poprosić również o to, żebyś pogodził się z Harrym oraz miał na niego oko – błagam pilnuj go i skutecznie wybijaj głupoty z głowy, nawet jeśli musiałbyś użyć do tego kija baseball’ owego.
Chcę ci także powiedzieć, że nigdy się tobą nie bawiłam i nie próbowałam grać na twoich uczuciach – na początku strasznie mnie pociągałeś, ale… Zrozum, że Harry to moja prawdziwa i jedyna miłość, naprawdę go kocham.

Nie wierzę, że to napiszę, ale kocham cię po przyjacielsku, twoja głupia młodsza siostra, Anna

p.s. pilnuj Harrego i pogódźcie się, bo jeśli tego nie zrobicie to będę was nawiedzać w najgorszych koszmarach ;p 

_______________________________________________
 Ostatni rozdział... Huh, za tydzień dodam jeszcze epilog, a później zaczynamy drugą część. 
Jestem pod wrażeniem ilością komentarzy - to miła odmiana po tym jednym, także wielki ukłon dla was!!

niedziela, 7 grudnia 2014

29.




Dlaczego gdy jest dobrze szybko przychodzi dobra koniec?”

Najdroższy Harry,
Na wstępie chcę cię przeprosić, że cię zostawiam bez jakichkolwiek wyjaśnień. Właśnie dlatego piszę do ciebie ten list. Jest mi naprawdę źle z tym co się stało, a najbardziej jest mi wstyd, że dowiadujesz się tego ode mnie w ten sposób. Może zacznę od samego początku i opowiem ci w skrócie jak to wszystko się zaczęło…
Gdy miałam trzynaście lat rodzicie zapisali mnie na balet. Pamiętam, gdy pierwszy raz przekroczyłam próg szkoły pani Iwanow – czułam się jakbym wreszcie była na swoim miejscu. Nadal nie mogę zapomnieć jak szybko biło mi serce, gdy widziałam ćwiczące wtedy dziewczyny, do których miałam wkrótce dołączyć. To było niewiarygodne, jak spełnienie najpiękniejszych snów.
Ćwiczyłam bardzo ciężko, ćwiczyłam dniem, a czasem nawet i w nocy, żeby tylko dostać tą upragnioną rolę w Dziadku do orzechów… To było wtedy moim priorytetem i byłam w stanie zrobić wszystko, żeby moje marzenia się spełniły. Nie tylko ja starałam się o tą rolę, ponieważ było jeszcze dwadzieścia innych dziewczyn w tym Tatiana Marshall – moja rywalka oraz najlepsza baletnica w szkole. Poniżała mnie, wyśmiewała, robiła dosłownie wszystko, żebym czuła się jak nic nieznacząca kupka kości. Zgadnij, kto został główną bohaterką? Podpowiem ci: ona jest niską brunetką o brązowych oczach oraz jest zakochana w tobie do szaleństwa, a ty… Ty mówisz do niej kwiatuszku. Tak, masz rację to ja. Anna Evans twoja głupia, egoistyczna oraz bezmyślna dziewczyna, której pewnie w tej chwili nienawidzisz.
Byłam głupia. Jestem głupia. Wiem, że jesteś teraz wściekły na mnie, ale zrozum miałam wtedy trzynaście lat, a jej teksty typu: ‘Ej, hipopotamie zejdź mi z drogi’ lub ‘Ruszasz się jak słonica’ strasznie bolały, dlatego postanowiłam coś z tym zrobić. Przestałam jeść, a waga wskazywała coraz mniej kilogramów – cieszyłam się i pierwszy raz byłam zadowolona ze swojej decyzji. To takie popieprzone, ale ludzie mają rację mówiąc, że od przeszłości nie można uciec.
W dniu przedstawienia, dokładnie 24 grudnia 2009 roku o godzinie 16.00 miała odbyć się premiera naszej sztuki. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak zdenerwowana, a wiesz mi miałam do tego wiele okazji. Wszyscy biegali w tę i we w tę krzycząc, że zostało nam zaledwie pół godziny, podczas gdy ja siedziałam przed toaletką, a wynajęta przez panią Anastasię kosmetyczka robiła mi makijaż, który idealnie pasowałby do tej bajkowej sukienki oraz baletek. Kobieta zakręciła moje włosy tworząc przeurocze loki oraz użyła niebieskich oraz srebrnych cieni, aby wszystko ze sobą doskonale się kompletowało. Po piętnastu minutach wreszcie byłam gotowa, dlatego wstałam i chciałam pójść zobaczyć ile ludzi przyszło, jednak straciłam przytomność i gdyby nie Chris zapewne miała bym rozwaloną głowę. Obudziłam się dopiero w szpitalu, a nad moim łóżkiem czuwali rodzice – mama była cała we łzach, a ojciec? Heh, przecież go znasz on jak zawsze był mną rozczarowany – myślisz pewnie: ‘Co ty dziewczyno bredzisz? Przecież on cie kocha.’ Cóż… Może masz rację, w końcu to mój tata to on mnie spłodził i powinien mnie kochać, ale nigdy mi tego nie okazywał. Fakt, dawał mi tą cholerną kartę, abym robiła zakupy na poprawę humoru, ale nigdy w życiu mnie nie pochwalił. Nigdy nie powiedział: ‘Jestem z ciebie dumny’. Nie wyobrażasz sobie jego furii, gdy dowiedział się, że wpadłam w anoreksję, a jedyną rzeczą, którą się w chwili obecnej interesowałam było to cholerne przedstawienie. Wiesz jak się poczułam, gdy powiedział, że to Tatiana ukradła moją rolę?! Byłam cholernie wściekła, ponieważ przez własną głupotę straciłam coś na czym mi zależało… Chociaż, chyba bardziej zależało mi na Chrisie, który strasznie mi się podobał – chciałam, żeby mnie polubił.
Rodzice wypisali mnie z zajęć, a zapisali na wizyty u psychiatry oraz prywatne wizyty u doktora Dolittle (pamiętasz? Rozmawiałeś z nim – byłeś wtedy naprawdę zły). Musiałam chodzić do niego cztery razy w tygodniu, ale później tylko cztery razy w miesiącu. Byłam u niego jakieś trzy miesiące temu, aby dowiedzieć się ile dokładnie czasu mi zostało. Opowiedział mi o swojej miłości, mówił, że jego żona miała raka, ale nic mu nie powiedziała i przez to cierpiał najbardziej. Wspominał, że się pobrali w szpitalu, a po tym jak ją pocałował – zmarła.

Chciałam ci tego oszczędzić, naprawdę. Nie chciałam, żebyś cierpiał przeze mnie, dlatego chciałam ci powiedzieć, że cię zdradziłam oraz że wyprowadzam się na stałe do Ameryki, ale nie potrafiłam spojrzeć w twoje przepiękne zielone oczy i tak po prostu skłamać. Nie chciałam łamać ci serca, chciałam po prostu odejść, ale było to nie możliwe poprzez naszą więź.
Harry, nie proszę cię żebyś mi wybaczył – wątpię, że kiedykolwiek będziesz potrafił to względem mnie zrobić -, ale chciałabym, żebyś żył tak jakbyś mnie nigdy nie poznał. Jakbym była kolejnym nic nieznaczącym człowiekiem, który umarł, ponieważ jego czas na ziemi dobiegł już końca. Żyj, jakbyśmy nigdy się nie spotkali – bądź wesołym, zabawnym gościem, którym zawsze byłeś, znajdź dziewczynę, która sprawi, że cały świat przestanie mieć znaczenie. Która wciągnie cię do swojego świata, z którego nie będziesz chciał uciec, z którą będziesz chciał mieć dziecko i założyć rodzinę. Proszę cię, żebyś również pogodził się z Zaynem, bo to nie jego wina, że Cassie była rasową zdzirą, która każdemu wskakiwała do łóżka. Żyj, kochaj i bądź kochany.

Na zawsze twoja, Anna

p.s. pamiętaj, że zawsze będę cię kochać i pilnować.
p.s.2. wybacz mi, ale nie potrafię pisać listów oraz się żegnać.
Kocham cię mimo i ponad wszystko, byłeś moją pierwszą prawdziwą miłością. 


_____________________________________________
Jeszcze został mi jeden rozdział, a później już tylko epilog. 
Jeśli jeszcze ktoś tutaj jest zapraszam na nowego bloga o Ashtonie Irwinie z 5SOS!!

niedziela, 30 listopada 2014

28.




Największym błędem jest udawanie, że to co nas boli, jest nam obojętne.”

Mięło dokładnie pięć dni, odkąd leżę w szpitalnym łóżku wypompowana z życia i pozbawiona jakichkolwiek chęci do dalszej walki. Harry przesiaduje przy mnie cały czas mimo, że wygląda na coraz bardziej przytłoczonego tą sytuacją. Nie jest świadom tego, że umieram, sądzi, że to tylko zwykły wirus.
Za każdym razem, kiedy staram mu się to wytłumaczyć, on patrzy na mnie tym smutnym wzrokiem, a ja nie potrafię złamać mu ot tak serca. Cały czas udaję i pocieszam go, że to tylko przejściowe oraz że się ułoży, bo przecież musi. Mówię mu, że będziemy szczęśliwi we trójkę – kłamię mu prosto w oczy, a w środku czuję do siebie wstręt oraz brak szacunku.
Obudziłam się dzisiaj we krwi. Zaczęłam się wiercić oraz szybko wyskoczyłam z łóżka, co było błędem, ponieważ niewiele brakowało, żebym upadła.
-Kwiatuszku- spojrzałam na niego, a Harreh jedynie mocno mnie do siebie przytulił. Schował swoją głowę w zagłębieniu pomiędzy moją szyją, a barkiem i desperacko tulił jakbym za chwilę miała zniknąć.
-Dzień dobry, panno Evans – do pokoju wszedł mężczyzna ubrany w biały kitel oraz okulary. W dłoni trzymał ciemnoniebieską podkładkę, z której coś czytał po cichu, tylko dla siebie. –Bardzo mi przykro z powodu straty dziecka – zmarszczyłam brwi. Straty dziecka?
Nagle mnie olśniło, ta krew, zachowanie Harrego oraz to załamanie… Poroniłam. Sama nie wiem, czy mam się cieszyć z tego powodu, czy może być zrozpaczona. W sumie, przyzwyczaiłam się do tego maleństwa, które nosiłam pod sercem mimo, że trwało to tylko kilka tygodni.
-Harry – jęknęłam odpychając go na kawałek. –Ja nie… - widząc go w takim stanie miałam ochotę uderzać głową w ścianę do usranej śmierci, co wcale nie byłoby czymś długotrwałym.
Byłam zła na siebie, że doprowadziłam się do takiego stanu, a wszystko przez jakąś piętnastoletnią zdzirę ze szkoły baletowej, która miała jakieś straszne kompleksy oraz rozbudowane ego. Przez tą wywłokę, która tylko niszczyła mnie psychiczne tylko po to, żeby dostać gównianą rolę w przedstawieniu teraz tracę to co kocham – rodzinę, która zawsze mnie wspierała, chłopaka, który mnie kochał i był w stanie zrobić dla mnie wszystko oraz przyjaciół, który byli zawsze mimo, że ich skutecznie odtrącałam.
Nie doceniałam tego jak się o mnie martwili oraz troszczyli, a teraz miałam odejść bez informowania ich, że umieram.
-Csi – objął dużą dłonią moją głowę i przysunął bliżej siebie, całując w czubek głowy. –Jest dobrze, mam jeszcze ciebie – nie potrafiłam… Najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się jak mała dziewczynka zagubiona w krętych ścieżkach życia, nie mając bladego pojęcia gdzie jest, co powinna zrobić oraz kogo prosić o pomoc. –Nie płacz, Kwiatuszku – schował mnie w swoich silnych ramionach i nie puszczał nawet na moment. – Wiesz, że został jeszcze jeden punkt, który mogę spełnić z twojej listy?
-Mam dość tej pieprzonej listy, Harreh. Chcę zostać sama – brunet jedynie przytaknął, a potem namiętnie mnie pocałował.
Jego pocałunki poprawiały mi humor oraz sprawiały, że moje żałosne życie w małym stopniu stawało się lepsze, nabierało kolorów. Były moją kotwicą, która z powrotem ściągała mnie na ziemię i pokazywała, że mam jeszcze o co walczyć. Że mam jeszcze po co żyć, jednakże każdy dzień przychodził mi z wielką trudnością. Każdego poranka walczę, aby otworzyć oczy oraz podnieść się do siadu, żeby wydobyć z siebie jakikolwiek wyraz – mimo, że zawszę mówię to samo. Muszę i pragnę mu to powtarzać póki jeszcze mogę. Chcę, żeby to wiedział.
-Dobra, przyjadę później, okay? – przytaknęłam i usiadłam na krzesełku, ponieważ pielęgniarki właśnie przebierały moje łóżko w czystą pościel. Skończyły po pięciu minutach, a ja znów mogłam się położyć. Zabrałam laptopa na swoje kolana i zalogowałam się na pocztę.
W skrzynce odbiorczej miałam masę reklam, ale również i jeden list, którego nadawcą był mój stary przyjaciel. Nie zaważając na nic szybko otworzyłam maila i zajęłam się czytaniem korespondencji.
Droga Anna,
Na początku chciałem się z tobą przywitać – no więc: cześć.
Pamiętasz? Obiecywałem ci napisać, jak mi się układa z Charlotte, dlatego piszę do ciebie ten list. Chcę ci powiedzieć, że zrobiłem wszystko jak mi powiedziałaś. Był Paryż, romantyczna kolacja na szczycie wieży Eiffla, czerwone róże,  a potem szara rzeczywistość, w której informuje mnie, że ma narzeczonego i spodziewa się dziecka.
Wiesz, co? Zaczynam sądzić, że nie istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość. Fakt, są związki, w których zakochani są w stanie dla siebie umrzeć, ale tylko w tych tandetnych komediach romantycznych. Dwójka ludzi najpierw się nienawidzi, a z czasem zaczyna do siebie coś czuć, potem jest ten przełomowy moment, w którym okazuje się, że to była zwykła ściema, bo gość założył się z kumplami o serce tej laski… Ale na końcu wszystko się układa. Oddałbym wszystko, żeby żyć w takim filmie, tyle że w tej chwili moje życie przypomina horror oraz ciężkie porno, bo zaliczam laski jak głupi, żeby tylko zapomnieć o Charlie…
Chcę przez to powiedzieć, że może nie była mi pisana miłość. Od zawsze miałem być sam, ponieważ dostałem już wiele od życia – mam dziewiętnaście lat, a kluby piłkarskie na całym świecie biją się o mnie, ponieważ jestem świetnym napastnikiem (to ten, który najczęściej strzela bramki, gdybyś nie wiedziała), a laski są gotowe wskakiwać mi do łóżka bez konkretnej przyczyny. Dostałem dużo i mój limit życzeń już prawdopodobnie się wyczerpał. Wiesz… Złota rybka zdechła, dżin stracił moc, a magiczna różdżka się złamała.
Miałem rzeczy, o których inni mogli tylko marzyć. Podróżowałem po świecie i odwiedziłem kraje, w których jeszcze nigdy nie byłem. Miałem kochającą rodzinę, która zawsze mnie wspierała i kochała takiego jakim byłem, czyli przystojnym, zajebistym gościem, który czasem jest strasznie irytujący, wredny, wścibski oraz bezczelny.
Podjęcie tej trudnej decyzji zajęło mi sporo czasu, ponieważ aż miesiąc, ale teraz wreszcie wiem czego chcę. Wiem, jaką drogę obrać, żeby być prawdziwie szczęśliwy i może zaboli to wiele osób, ale chcę to zrobić dla siebie – pierwszy raz chcę być egoistą i uszczęśliwić samego siebie kosztem rodziny, przyjaciół oraz moich fanów.
Przepisałem wszystkie swoje pieniądze na fundację wspierającą dzieciaki z depresją oraz zmagając się z anoreksją – to ty mnie do tego zainspirowałaś i robię to również dla ciebie- oraz napisałem kilka listów – jeden dla ojca, drugi dla matki, trzeci do mojego brata, czwarty do mojego przyjaciela, piąty do Charlie, a ten piszę do ciebie.
Miałaś też rację z tym, że życie to niezłe gówno, a ja nie chcę więcej tkwić w tym smrodzie, dlatego chciałem się z tobą pożegnać. Zrobię to dzisiejszej nocy, dokładnie o północy – odejdę zostawiając za sobą cały ten syf.
Chciałem, żebyś wiedziała, że poznanie ciebie było dla mnie najlepszą rzeczą w życiu – to ty mi pokazałaś jak życie potrafi zniszczyć niczemu winną istotkę, jaką jesteś. Jest brutalne i nie zważa na to jak krzywdzi innych.
Jesteś moją idolką i chciałem powiedzieć, że dziękuję za wszystko. Mam nadzieję, że zaczniesz walczyć o swoje życie, ponieważ ja nie potrafiłem, jednak jeśli dalej pragniesz śmierci to wiedz, że będę na ciebie czekał.
Żegnaj Anna,
Do zobaczenia lub nie, Louis Tomlinson.

Wyszczerzyłam oczy ze zdziwienia. Szybko zaczęłam przewijać suwaczek do góry, aby zapoznać się z datą wysłania wiadomości, jednakże kiedy ją zobaczyłam moje serce pękło na miliony kawałków. Znów słone krople zaczęły ściekać po moich policzkach. Dlaczego do cholery nie mogłam przeczytać tego dwa pieprzone dni wcześniej!? Mogłabym mu pomóc! Mogłabym go powstrzymać, a teraz… On miał przed sobą jeszcze tyle życia, które sobie odebrał przeze mnie i moje niemądre idee oraz przemyślenia na temat świata oraz egzystencji człowieka.
Po godzinie postanowiłam, że również napiszę dwa listy, w których przeproszę oraz wyjaśnię co się ze mną tak właściwie stało i jaka jest moja historia.
Zajęło mi to dokładnie cztery godziny, a gdy już skończyłam z trudem wstałam i poszłam do gabinetu lekarza, który się mną zajmował.
-Anna, powinnaś odpoczywać – wstał i pomógł mi usiąść. –W twoim stanie, Ne powinnaś wychodzić z łóżka.
-Wiem, ale to naprawdę ważne – zakasłałam. –Czy mógłby pan użyczyć mi drukarki?
-Tak, oczywiście – mężczyzna podłączył kabel do mojego komputera, a później wydrukował dwa arkusze.- Proszę – podał mi kartki, a ja zgięłam ja na dwie równe części.
-Ma pan może koperty?
-Dziecko, po co ci to? – wyjął z szuflady rzeczy, o które poprosiłam i również mi podał. Włożyłam do nich listy, a następnie nabazgrałam na przedzie czarnym długopisem zabranym z przybornika doktora dwa imiona, które odmieniły moje życie na lepsze.
-To pożegnanie. Chcę już wrócić do sali, da pan im to, gdy umrę? – mężczyzna przytaknął, a potem włożył korespondencje do kieszeni. Złapał mnie z pasie i zaprowadził do pokoju. Na krześle siedział mój chłopak, a na łóżku leżała biała koronkowa sukienka. –Co to ma znaczyć? – zmarszczyłam brwi, kiedy zostaliśmy sami.
-Dziś jest twój bal, pomyślałem, że chciałabyś zatańczyć – z lekkim uśmiechem pokiwałam pionowo głową. –Przebierasz się, czy zostajesz w piżamie?
-Przebiorę się – złapałam za kreację oraz bieliznę, którą wyjęłam z szafki i poszłam do łazienki. Zamieniłam koszulę oraz spodenki do spania, na śliczną sukienkę i przejrzałam się w lustrze. Zapadnięte policzki, oczy pozbawione blasku oraz blada cera sprawiały, że miałam ochotę roztrzaskać zwierciadło na miliony drobnych okruszków.
Wróciłam do Harrego, który nadal siedział na krześle i bawił się telefonem. Usiadłam na jego kolanach i pocałowałam w szyję robiąc na niej malinkę.
-Zatańcz ze mną – nie zareagowałam. –An, coś się stało?
-Znałeś może tego piłkarza Louisa Tomlinsona?
-Tsa, to jeden z najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie, a co?
-Cóż… Był jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie – pociągnęłam nosem. Za wszelką cenę chciałam zapanować nad łzami.
-O czym ty mówisz? – ujął moją twarz w dłonie i wytarł kciukami moje łezki.
-On… Louis popełnił samobójstwo dwa dni temu.
-To nie prawda, mówili by o tym w wiadomościach.
-Harry, ja go znałam! Napisał mi list pożegnalny.
-Przykro mi, ale to nie twoja wina, że nie radził sobie z życiem. Ludzie mają sporo problemów, a niektórzy nie potrafią się z nimi uporać. Zatańcz ze mną – wstał i podniósł mnie tym samym ze swoich nóg. Stanął na środku pomieszczenia i włączył jakąś wolną balladę z telefonu, po czym przyciągnął mnie do siebie. Stanęłam na jego stopach i objęłam chudymi palcami jego kark. Osiemnastolatek zaczął powoli nami kołysać w rytm muzyki.
Tuliłam się do niego, a piosenki powoli przeskakiwały, a zastępowały je kolejne powolne nuty. Oparłam policzek o jego tors i naprawdę starałam się nie zamknąć oczu. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
-Przepraszam, Harreh… Pamiętaj, że cię kocham…
-Anna! Ana, nie rób mi tego! Niech ktoś tu do kurwy przyjdzie i mi pomoże!  
___________________________________________
Powoli zbliżamy się do końca opowiadania. Nie wiem, czy ktoś to zauważył, ale wszystkie rozdziały były pisane z perspektywy Anny, ponieważ miało to przypominać jej pamiętnik. 
Do końca pozostały nam jeszcze trzy rozdziały, a potem zaczynamy kontynuację jednak z perspektywy Harrego. 
Głosy w ankiecie dotyczą oczywiście drugiej części We Found Love i będą one brane pod uwagę właśnie tam. Teraz... Cóż pozostaje mi tylko czekać na wasze opinie. 
Nie wiem, jak wam, ale mi ten rozdział bardzo się podoba, no i jest Louis - przepraszam za ten list, ale nie mogłam się powstrzymać. 
Buźka, miśki ;**