poniedziałek, 20 października 2014

24.



„W życiu spotykasz tylko jedną osobę, z którą lecą iskry od samego początku. Wymowne spojrzenia, aluzje i gra gestów. Cała reszta jest jak odpalanie prawie pustej zapalniczki.”

Leżałam wtulona w Harrego, który nawijał sobie moje włosy na palce. Między nami panowała cisza, jednak była jedna z tych chwil, które wcale nie są krępujące – wręcz przeciwnie była przyjemna. Uwielbiałam z nim leżeć i po prostu cieszyć się jego obecnością. To… tak jakby czas dookoła nas się zatrzymał i nic poza naszą dwójką się nie liczyło.
Nieprzyjemne uczucie zawitało w moim brzuchu, a ja nerwowo poderwałam się do siadu. Przełknęłam ślinę mając nadzieję, że to tylko jednorazowa sytuacja, ale pomyliłam się. Resztki sałatki oraz frytek zaczęły podchodzić mi do gardła. Gwałtownie wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki po drodze wkładając przez głowę koszulkę Harrego. Pochyliłam się nad muszlą, gdzie po chwili zwymiotowałam. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak paskudnie. Dawno nie miałam tak paskudnego posmaku w ustach co sprawiało, że znów miałam ochotę zwrócić. Poczułam czyjąś dłoń na barku, a potem wysoki zielonooki przystojniak przysiadł obok mnie.
-Wszystko gra?
-Chyba tak- otarłam wierzchem dłoni usta i odepchnęłam się od toalety.
-Chodź do mnie- zignorowałam jego prośbę, a pierwsze co zrobiłam do wstałam i podeszłam do umywalki, aby przemyć twarz. Nazbierałam w dłonie wody, a potem szybko buchnęłam nią sobie w twarz powodując przyjemne uczucie chłodu na policzkach. Wytarłam buzię w ręcznik i głęboko westchnęłam. –Na pewno wszystko porządku?- wymruczał do mojego ucha, przyciągając moje plecy do swojego umięśnionego torsu. –Martwię się o ciebie.
-Niepotrzebnie, wszystko jest w jak najlepszym porządku- nie wiem czy w ten sposób próbowałam przekonać jego czy może samą siebie. Nie było w porządku i nic nie grało! Wszystko było źle, a te wymioty tylko to potwierdzały.
-A może…- zawiesił głos i spuścił wzrok na kafelki. Widząc w lustrze jego zachowanie szybko odwróciłam się do niego przodem i ujęłam jego twarz w dłonie.
-Może co?- z całych sił próbowałam zabrzmieć stosownie. Ten stan doprowadzał mnie do białej gorączki, a nie chciałam znów wszczynać kłótni z błahego powodu. –Harry, powiedz- zielone tęczówki spojrzały w moje brązowe oczy i przeszyły mnie na wskroś.
-Może jesteś w ciąży- otworzyłam usta ze zdziwienia. To przecież niedorzeczne! Jakim cudem anorektyczka może zajść w ciążę?! Do jasnej cholery, przecież uważaliśmy… O nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie brałam tabletek, a Hazz nie używał prezerwatyw. Ja nie nadaję się na matkę! Jak mam być mamą, skoro za kilkanaście dni zakopią mnie pod ziemią?! Nie potrafię zadbać nawet o samą siebie nie wspominając już nawet o niemowlęciu. Jestem złą osobą i za żadne skarby nie chciałabym mieć takiego rodzica. To dziecko zasługuje na kogoś lepszego, a nie na pieprzoną anorektyczkę, która za kilka miesięcy odejdzie z tego świata. –Anna brałaś tabletki?
-Nie Harry, nie brałam- byłam na skraju wytrzymałości, a on podsycał we mnie płomień gotowy wybuchnąć w każdej chwili.
-Spałaś z kim innym, niż ja?
-Masz mnie za dziwkę?!- odepchnęłam go od siebie na bezpieczną odległość i mordowałam wzrokiem. Jak mógł pomyśleć, że mogłabym go zdradzić!? Nie dociera do niego, że kocham tylko jego?! Dlaczego jest takim cholernym niedowiarkiem!?
-Przestań- wycedził przez zaciśnięte zęby. –Wiem, że…
-Co znowu wiesz, panie wszystko wiedzący?!
-Łączyło cie coś z Malikiem.
-Nie spałam z nim! Od półtorej miesiąca sypiam i pieprzę się tylko z tobą, bo tylko ciebie kocham- jego ramiona znów owinęły się wokół mojego drobnego ciała. Jego usta zetknęły się z moimi włosami, a moje palce zacisnęły się na jego nagiej skórze pleców.
-Musisz iść do lekarza.
-To zwykłe zatrucie, to jedzenie było zjadliwe. Pójdźmy dziś na tą imprezę i nawalmy się jak za starych dobrych czasów.
-Anna- westchnął. –Nie możesz pić.
-To na pewno nie jest ciąża! Chcę iść na dyskotekę z moim chłopakiem, wypić kilka drinków oraz dobrze się z nim bawić, bo właśnie po to tutaj przyjechaliśmy- Curly głęboko westchnął, a potem się poddał i przystał na moją prośbę. Oboje uspokoiliśmy się, a kilka minut później zaczęliśmy przygotowania do imprezy.
~***~
Ubrana w różową sukienkę bez ramiączek, która sięgała mi do połowy ud oraz białe sandałki na szpilce, kroczyłam w stronę dyskoteki trzymając mocno za dłoń mojego chłopaka. Już kilkanaście metrów od klubu, który sięgał również na plażę było słychać hipnotyzującą muzykę. Dźwięki te sprawiały, że moje biodra powoli zaczęły się kołysać, jednak starałam się tego nie pokazywać. Pierwszą czynnością było podejście do baru, gdzie mój facet zamówił dwie szklanki whiskey. Barmanka, która przygotowywała nasze napoje pożerała i rozbierała wzrokiem Harrego co było mi w nie smak. Chciało mi się rzygać na widok jej wytapetowanej zdziry z dużymi cyckami. Jej doczepiane oraz tlenione włosy były w koszmarnym stanie, a za mała o dwa rozmiary czarna bokserka z logo knajpki wyglądała paskudnie. Trzepotała sztucznymi rzęsami chcą uwieść mojego faceta i co chwila zagryzała dużą od botoksu wargę. Była odrażająca, ale Davids’ owi chyba się podobała skoro też posyłał jej uśmieszki. Halo! Ja tutaj jestem, idioto! Twoja dziewczyna, u której godzinę temu podejrzewałeś ciążę!
Platynowa blondyna postawiła przede mną literatkę z bursztynową cieczą, którą pochwyciłam i zaczęłam powoli sączyć nie spuszczając wzroku z tej przesłodzonej scenki zalatującej amerykańską komedią.
-Co robisz dziś wieczorem?- jej głos był piskliwy, skrzeczała gorzej niż wrona! Nic w tej kobiecie, która za wszelką cenę próbowała wyglądać na młodszą nie było atrakcyjne, ona wręcz odpychała od siebie ludzi.
-Cześć piękna- usłyszałam tuż nad uchem, a moment później obok mnie przysiadł całkiem ładny chłopak, jedyne co w nim było paskudne to kolor włosów, bo nie przepadam za blondynami. –co taka ładna dziewczyna robi tutaj sama?- kątem oka widziałam flirt jaki odbywał się między moim chłopakiem i tą tanią podróbą Dolly Parton. Dlaczego nie miałaby się zabawić tak jak on? Co mi szkodzi? Według Harrego flirt to nie zdrada.

-Czeka na faceta, który zaprosi ją do tańca- upiłam kolejnego łyka trunku, który powoli i przyjemnie pieścił mój przełyk.
-Zatańczysz ze mną?- z uśmiechem przytaknęłam i uścisnęłam dłoń chłopaka, który prowadził mnie na drewniany parkiet. W tle leciała piosenka Avicii, a ja wywijałam tyłkiem na wszystkie strony świata całkowicie zapominając o swoim partnerze. W pewnej chwili czyjeś łapy znalazły się na mojej tali i pociągnęły do tyłu. Moje plecy zetknęły się z czymś twardym. –noooo niezłe ruchy tancereczko- jego usta musnęły moją skroń, a ja gwałtownie się od niego odsunęłam.
-Nie dotykaj mnie- warknęłam.
-Jeszcze chwilę temu byłaś chętna- złapał za mój nadgarstek i przyciągnął do siebie. Starał się mnie pocałować, ale nie pozwalałam.
-Zostaw mnie pieprzony zboczeńcu!- przyłożyłam dłonią w jego policzek, który po chwili przybrał barwę malinową. Nienawidzę malin. Wyraz twarzy blondyna gwałtownie się zmienił. Był wściekły, a jego oczy biły we mnie błyskawicami. Zaczęłam się cofać, kiedy on zbliżał się do mnie. Harry, gdzie jesteś?! Bałam się, cholernie się bałam. Czasem zbyt pochopnie działam i nie myślę – teraz tego żałowałam.
-Chcesz się zabawić? Proszę bardzo – ścisnął mój nadgarstek i ciągnął w nieznanym mi kierunku. Starałam się wyrwać z żelaznego uścisku, krzyczałam zrozpaczona i pełna furii.
-Harry!- nawoływałam jak histeryczka próbując przekrzyczeć muzykę, jednak na marne. –puszczaj niewyżyty kutasie!- zaparłam się nogami, a wolną ręką okładałam jego plecy.
-Głuchy jesteś chuju?- na sam dźwięk tego głosu poczułam ulgę na sercu. Blondyn zatrzymał się i spojrzał na mojego wybawcę. W duchu cieszyłam się jak mała dziewczynka, że Harry zorientował się, że mnie nie ma obok i zaczął szukać. –bierz te brudna łapska z mojej dziewczyny- Hazz był wściekły jak nigdy wcześniej, nawet pod wpływem jego nerwy nie były na takim poziomie – teraz stracił nad sobą panowanie.
-Sama chciała się pieprzyć- prychnęłam z niedowierzenia.
-Ooo proszę, widziałeś się w lustrze?! Myślisz, że mogłabym z tobą… Nie dość, że jesteś jebnięty to jeszcze naiwny.
-Pożałujesz tego dziwko- napakowany kretyn ruszył na mnie. Uniósł dłoń na wysokość mojej głowy w celu szarpnięcia za włosy, jednak Harreh temu zapobiegł.
-Nie nazywaj jej tak- wycedził przez zaciśnięte zęby. Starał się nad sobą panować, ale ten idiota skutecznie mu to uniemożliwiał i podpuszczał coraz bardziej. –nie patrz na nią, nie dotykaj, bo upierdolę ci palce- odpowiedział mu ohydny rechot, który szybko znikł w tłumie, gdyż mój chłopak uderzył do w nos. Brązowooki odruchowo dotknął zaatakowanego miejsca, z którego ciurkiem ciekła krew.
-Już nie żyjesz- w mgnieniu oka rzucił się na Davids’ a i zaczął okładać. Harreh nie pozostawał mu dłużny, zresztą co się dziwić? Zwykły nastolatek leżałby spokojnie i czekał aż jego kat skończy, ale nie Harry. On od czternastu lat chodził na zajęcia z mieszanych sztuk walki oraz często brał udział w tak zwanych Fight Street. Nigdy się nie poddawał, był żywym dowodem na to, że do osiągnięcia swoich celów trzeba tylko chęci i samo udoskonalenia.
Wokół walczących mężczyzn zebrał już się spory tłum, a ich pojedynek przypominał swoim przebiegiem jedną ze scen „Never Back Down[i] . Obaj byli zdeterminowani i każdy pragnął dać nauczkę drugiemu. Ludzie, którzy z zainteresowaniem przyglądali się temu zdarzeniu głośno dopingowali ich i zachęcali do dalszych działań. Byłam przerażona. W jaki sposób takie coś może się komuś podobać?! To okropne, brutalne i niedojrzałe! Przecież Harremu coś mogłoby się teraz stać! Co ja bym później zrobiła? Zapewne musiałabym zadzwonić do Liama, który cały wkurzony tłukłby się samolotem do Miami, a potem gdybyśmy czekali przed pokojem szpitalnym, w którym leżałby Harry prawił mi kazania, że nie powinnam w ogóle do tego dopuścić.
-Harry! –wrzasnęłam przedzierając się przez tłum, który odgrodził mnie od niego. –Harry, przestań! –próbowałam go zdjąć z poturbowanego blondyna, ale ktoś złapał mnie w pasie i odsunął od nich. –zostaw mnie, popaprańcu!- zaczęłam się szamotać tylko po to, aby ten idiota mnie puścił. Nie mogłam na to patrzeć, bałam się o Hazzę.
Brunet skoczył i uderzył swojego rywala wykonując tak zwany Superman Punch[ii]  i nokautując blondyna. Kibice zaczęli wiwatować oraz krzyczeć jego imię. Laski zaczęły piszczeć i dosłownie się na niego rzucać.
-Puszczaj mnie- z całej siły trzasnęłam swoją piętą o jego stopę. Z ust ciemnego blondyna wydobyło się syknięcie, a jego ramiona poluzowały uścisk pozwalając mi tym samym na ucieczkę. –Harreh!- Curly przekręcił głowę, a potem ruszył w moją stronę. Spocony i z gołą klatą był coraz bliżej mnie. Jego brązowe włosy sterczały na wszystkie strony, a wierzchem prawej ręki otarł pot z czoła. Ujął moją twarz w dłonie i łapczywie wpił się w moje wargi. Jego idealne usta napierały na moje, co po chwili odwzajemniłam.
Davids odsunął się ode mnie i przerzucił koszulkę przez swoje ramię. Po paru minutach znów siedzieliśmy przy tym samym barze z tym wyjątkiem, że wokół nas siedział tabun ludzi, a uwaga Harrego była skierowana na mnie.
-Stary, trenujesz gdzieś?- zagadał ten sam chłopak, który mnie trzymał. –byłbyś zajebisty w The Beatdown.
-Beat co?- mój facet zaciekawiony odwrócił się do niego.
-Jestem Max. Max Cooperman- wystawił w jego kierunku rękę, którą uścisnął.
-Harry Davids. Moja dziewczyna Anna- wskazał na mnie, a ja grzecznie podałam rękę ciemnemu blondynowi w kręconych włosach. –wracając co to jest The Beatdown?
-Organizuję to, zobacz sobie- podał mu swoją komórkę z filmikiem jakiś dwóch napakowanych nagusów w szortach walczących podobnie jak Hazz przed chwilą.- wchodzisz?- osiemnastolatek spojrzał na mnie, na co pokręciłam przecząco głową.
-Sory stary- oddał mu białego Iphone’ a.- nie kręci mnie obijanie komuś mordy.
-Ta, właśnie przed chwilą to widziałem- parsknął śmiechem. –koleś masz do tego talent i tak po prostu…
-Daj mu spokój, Max- zza Cooperman’ a wyszła jakaś brunetka. Była przeciętnej urody, a na sobie miała krótkie szorty oraz białą bluzkę, która prawie je zakrywała. –nie widzisz, że nie chce?
-Eve bez obrazy, ale nie mieszaj się do moich interesów- spławił ją, a ona bez słowa usiadła obok mnie i zamówiła dwa drinki. Podała mi jeden, za który podziękowałam skinieniem głowy. –stawka do dwadzieścia patoli. Widać, że chcesz walczyć.
-Nie chce, daj mu już spokój, KOLEŚ- warknęłam. –to mój narzeczony, jestem w ciąży, a on jest synem miliardera nie potrzebna nam kasa- Davids parsknął śmiechem, a potem krótko musnął moje usta.
-Dzięki stary, ale nie. Tu nie chodzi o kasę, bo tej mogę mieć na pęczki tylko, że nie jestem stąd i za pięć dni wracamy do Londynu.
-Fuck!- uderzył dłońmi w blat.- Fuck. Fuck. Fuck. Fuck!- zachowywał się jakby dostał furii.- jestem spłukany. Jakbyś zmienił zdanie to tu masz mój numer i adres- podał mu wizytówkę, a potem odszedł. Dziwny koleś, ale okay.
-Wracajmy- przytaknęłam, a potem wstałam i wróciliśmy do hotelu.
Zaraz po przekroczeniu pokoju Harry zaczął mnie całować. Zatrzasnął drzwi i zdarł ze mnie różowy materiał. Rzucił mnie na łóżko, a chwilę później przygniótł swoim idealnym ciałem. Całował każdy kawałek mojej szyi od czasu do czasu zasysając kawałek skóry i pozostawiając mi pamiątkową malinkę.
-Jestem na ciebie zły- mówił przez pocałunki.
-Za co?
-Tańczyłaś z tym gościem, któremu obiłem mordę.
-Flirtowałeś z obleśną barmanką –przypomniałam mu, bo prawdopodobnie ma zaniki pamięci. Wykorzystałam jego chwilę nieuwagi i teraz to ja siedziałam na nim okrakiem. –nie pamiętasz, Harreh?- uniosłam brwi. Dłonie trzymałam na jego klatce piersiowej i nie pozwalałam na jakikolwiek ruch. –miała przecież takie duże cycki.
-Wolę twoje- znów nade mną górował i powodował dreszcze na moim ciele. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na moim podbrzuszu. –co to jest?- przejechał palcem po chropowatej powierzchni, a ja przeklęłam się w duchu. Dlaczego dziś nie użyłam fluidu?! Zdarł plaster i chwilę obserwował tatuaż, po czym wstał, zabrał koszulę i wyszedł trzaskając drzwiami.
Sparaliżowana leżałam w samej bieliźnie i przetwarzałam scenę, która miała miejsce kilka sekund temu. Było tak dobrze, dlaczego muszę spieprzyć wszystko na czym mi zależy?! Czemu nie usunęłam tego cholernego Z?! Pieprzony Zayn, nawet po urwaniu z nim kontaktu rzeczy z nim związane muszą mieszać w moim życiu! Byłam zła, prawdziwie zła na samą siebie. Nie potrafiłam pojąć jak można być tak głupią osobą jak ja. Już dawno powinnam była pozbyć się tego tatuażu, a nie maskować go. Zraniłam uczucia Harrego i czułam się z tym źle. Gdybym miała porównać te stadium psychiczne powiedziałabym, że upadek z dwunastego piętra bolałby mniej – oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ten upadek to pewna śmierć. Harry odszedł, a ja muszę coś zrobić, aby mi wybaczył.


[i] Po prostu walcz  – film akcji z 2008r. z Sean’ em Faris’ em. (aut.: jest Boski tak samo jak część 2).
[ii] Superman Punch (Cios Supermana) – finisher kojarzony najczęściej z amerykańskim wrestlerem Romanem Reignsem.  

____________________________________________
WOW!! Ten rozdział jest chyba najdłuższy ze wszystkich!! 
Strasznie go lubię i myślę, że teraz się spisałam - ach, ta skromność xd 
Dziękuję wam za komentarze, bo bardzo mnie motywują. 
Co do dodawania rozdziałów: Odpowiada wam co tygodniowy termin?? Głosujcie w ankiecie!!
To chyba tyle z mojej strony ;)
Buźka, miśki ;**
 

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział
    Ciekawa jestem czy Ana usunie ten tatuaż?

    OdpowiedzUsuń
  2. ^^ ahh to Z :D Olls:***

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział .Według mnie ona powinna wrócić do Zayna. Boski rozdział czekam na nexta ;*/Anonimka

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział <3. Dlaczego musialaś skończyć w takim momencie?? Z niecierpliwością czekam na następny! :*

    OdpowiedzUsuń